Poprzednio zasygnalizowałem, że czegoś się tam w tym LO jednak nauczyłem i o tym będzie dzisiaj. Jeśli czytają to osoby z podwyższonym poziomem moralności, to z góry uprzedzam, że mogą się zgorszyć. Dlatego dla bardziej wrażliwych lepszym rozwiązaniem może być np. spacerek =]

Tak się zastanawiam czy teraz zostały tylko te osobniki, które liczą na pikantne historie nastolatków z ogólniaka? Jeśli tak, to witam w klubie, ale muszę niestety napisać, że takowych też nie będzie – choć sam bym pewnie poczytał.

Teraz już chyba nikogo nie ma, więc mogę napisać jak było. Nie owijając w bawełnę, zacznę prosto z mostu, a później już powinno iść z górki.

Byłem Panem Kanapką zanim to się stało niebezpieczne =]

Pisząc zupełnie otwarcie, bardzo chciałem zacząć wreszcie zarabiać, bo kasy to mi akurat bardzo brakowało. Na początku kombinowałem sprzedając kanapki w klasie, ale to znudziło mi się po 2 dniach. Nie żebym był taki kreatywny – pomysł spapugowałem od kolegi, który zrobił to samo z kawą. Jemu to się lepiej kręciło, bo miał stałe grono odbiorczyń, a ja do tego biznesu byłem prawdę mówiąc jeszcze za cieniutki 🙂 Dlatego poszedłem inną drogą.

Zostałem hazardzistą

Tak to przynajmniej widzieli wszyscy dookoła poza nielicznymi wtajemniczonymi, którzy też się w tym bagienku taplali. Zaczęło się niewinnie – postanowiłem rozwalić system bukmacherski i zostać mistrzem w obstawianiu meczy piłki nożnej. Grałem systemem, który bazował na progresji i w skrócie obstawiałem, że przeciętne drużyny w lidze będą co jakiś czas remisowały. Wybierałem takie, które strzelały mało bramek, mało też ich traciły i dlatego były w środku tabeli.

System polegał na tym, że jak nie padł remis, to następnym razem obstawiałem 3x tyle znowu na remis tej drużyny, którą wypatrzyłem. Każdy zespół kiedyś „musi” zremisować (przynajmniej praktyka tak pokazuje, bo teoria oczywiście mówi, że nie musi).

Jak trafiłem, to zarabiałem więcej niż włożyłem do danego etapu – po odjęciu kasy zainwestowanej w poprzednie próby wychodziło jakieś +150% na czysto z tego, ile wpakowałem w ostatni zakład. Wtedy zaczynałem kolejną serię od początku: 1 zł, 3 zł, 9 zł, trafione! (remis dawał ok. 3x tyle ile się postawiło). Mam więc +27zł – 1zł – 3zł – 9zł = 14zł (a 14/9=156%). W praktyce wyszłoby +14zł po 3 tygodniach. Niestety żadnej koleżanki na taką kasę raczej nie szło wyrwać, więc trzeba było coś innego wykombinować. Może jednak kanapeczki?

Postawiłem na bukmacherkę

Żeby nie było, że podchodzę do tematu jak nowicjusz, to nim zacząłem, przeanalizowałem wszystkie mecze z ostatnich lat ligi polskiej, hiszpańskiej, francuskiej i jeszcze jakiś innych, które były na telegazecie. Zarówno pierwszą ligę jak i te dalsze (do trzeciej włącznie). Spędziłem nad tym ze 3 dni. Młodszym czytelnikom wyjaśnię o co chodzi z tą telegazetą, bo pewnie „nie znajo”:

Dawno, dawno temu dinozaury używały tego sashawynalazku jak Internetu i w ten sposób czerpały wiedzę o świecie. Informacje nie były może najpiękniej podane, ale cierpliwi mogli tam odnaleźć sporo rzeczy.
PS. Sasha Grey wyglądała mniej więcej tak
:

Z tej dogłębnej analizy wynikało, że będzie dobrze, więc (bez skojarzeń!) wszedłem w to. Ostrożnie. Bo o ile 1 zł mogłem stracić, po 3 już bym płakał, a 9 zł było dla mnie już kwotą dużą. Dlatego obstawiałem zachowawczo. Chciałem sprawdzić jak to będzie w praktyce i jedynie odrobić poprzednie inwestycje, żeby minimalnie wyjść na plus. Tak na próbę. Stawiając 1zł, potem znowu 1zł, następnie 2zł, 3zł, itd., też dało się wyjść na plus, choć grałem niezgodnie z systemem. Kolejka ligi jest co tydzień, więc miałem 7 dni nerwów czy moje zainwestowane parę złotych przyniesie zysk 🙂

Ale do sedna…

Nie ma co się za bardzo rozwodzić. Majątku to ja na tej specjalizacji nie zbiłem, choć gdybym grał dłużej konsekwentnie, to pewnie bym coś w międzyczasie wygrał i się uzależnił na dobre. Co tydzień jednak byłem na maleńkim plusie grając tym systemem i obstawiając równolegle 4-5 drużyn, które remisowały jak zaczarowane.

Zdarzały się nawet takie okazje, że cokolwiek bym nie postawił, to bym był na plus. Internet był wtedy na kartki, dopiero co się pojawiały stałe łącza, więc wymiana informacji bardzo słaba. Bywało tak, że kursy u różnych bukmacherów były tak bardzo odmienne i że na mniej popularnych zakładach można było obstawić w teorii milion na „nie wygra”, pójść kilka km dalej i obstawić milion na „wygra” i mieć pewny zysk kilku tysięcy 🙂 jak na lokacie jednodniowej.

Trzeba było mieć tylko te 2 miliony i bukmachera, który to przyjmie i nie spieprzy za granicę.

Chciwość vs strach

Jednym z niewielu pozytywów jest to, że mogłem doświadczyć walki zachłanności i chciwości za strachem. Wtedy jeszcze strach był tym silniejszym bodźcem. Koniec końców trafiłem na dłuższą serię bez remisów i pojawiła się lekcja od życia. Na szczęście w odpowiednim momencie, bo miałem okazję się czegoś nauczyć nim popłynąłem. Ale jak się ma na karku kapustę zamiast mózgu, to wnioski się wyciąga po 10 latach, a nie od razu.

W podjęciu decyzji o zaprzestaniu tego niegodnego fachu pomógł jeden mecz, który przegapiłem i straciłem okazję na dobry zarobek (oczywiście mecz był zremisowany), a że to było siódme podejście w tej serii polowania na remis, to kwota była dla mnie znacząca. Wtopiłem to, co zarobiłem, a koło nosa przeszło kilkaset zł pozostawiając za sobą specyficzny zapach porażki.

Rozstanie jest jak tajemnica czwarta – bolesne

Wtedy nie było tak wesoło. Ja sam zdawałem sobie sprawę, że czekanie na wynik zawładnęło moim życiem i o niczym innym nie myślałem przez jakieś 2 miesiące. Najgorsze było to, że jak już kupiłem kupon, to nie miałem w ogóle wpływu na przebieg zdarzeń. Mogłem tylko czekać i odświeżać telegazetę.

W pewnym momencie byłem już pewny, że się uzależniłem, a że poczucie wolności było dla mnie zawsze najważniejsze, to postanowiłem z tym skończyć póki strata była relatywnie znośna.

Było mi o tyle łatwiej, że wszystko robiłem nielegalnie, bo 18 lat to ja jeszcze przez długi czas nie miałem. Kupony kupowali mi koledzy, którym wąs szybciej się pod nosem pojawił. Ja niestety mając te 17 lat prędzej wtopiłbym się w tłum w podstawówce niż wśród liecalistów.

Straciłem na tej zabawie majątek, a że dla mnie majątkiem na owe czasy było akurat 100 zł, to wcale nie umniejsza emocji jakie mną targały. Dlatego właśnie odpuściłem całkowicie i już nigdy w życiu nie obstawiłem meczu u bukmachera.

Nauczyłem się natomiast, że nic nie jest pewne, nawet to, co ma być na pewno, a w Polsce tym bardziej. Tam gdzie na stole leży forsa, jeśli zajdzie taka potrzeba, białe nazwane zostanie czarnym, a ślimak rybą się stanie i zostanie między nami.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło – zyskałem coś w zamian. Nowe znajomości, a jak wiadomo znajomości to podstawa. Podstawa do dalszych przygód. Z hazardu nie wychodzi się tak łatwo…


To jest #7 fragment historii, którą będę opisywał w serii MaKaO na drodze do… Poniżej znajduje się cała lista, którą będę aktualizował na bieżąco.

#0 MaKaO na drodze do… [wstęp]
#1 Trudne złego początki
#2 Mój pierwszy biznes zniszczyła MAFIA
#3 Co takiego rodzice wiedzą o Tobie, o czym dowiesz się dopiero za 10 lat?
#4 Dzieci wychodzą z Facebooka
#5 Jak wykorzystałem haki na mafię kolejową? 
#6 HIGH SCHOOL – jaka będzie szkoła kiedy dzieci wrócą po wakacjach?
#7 HIGH SCHOOL offroad – nie puszczaj dziecka do szkoły średniej, bo zejdzie na złą drogę [To jest ten wpis]
#8 HIGH SCHOOL offroad #2 – pierwszy raz w Internetach
#9 High school offroad #3 – kto gra w karty ten ma łeb obdarty


Zdjęcie główne pochodzi z FreeImages.com/Vincent Duis