Game Changer

Game Changer – coś lub ktoś wywracający do góry nogami to, co do tej pory było znane. Game Changer sprawia, że na horyzoncie pojawiają się zupełnie nowe możliwości. A życie, jak wiadomo, to taka gra, w której zarówno fabułę jak i reguły można zmieniać w trakcie rozgrywki. Mając to na uwadze, ludzi można podzielić na 2 grupy:

  • tych, którzy chcą coś zmienić/poprawić/ulepszyć/rozwinąć i
  • tych, którzy każdą zmianę będą sabotować, „bo zawsze tak było”.

Ci pierwsi wykorzystują to, że mają wpływ na to, co się dzieje z ich życiem i dookoła – to są GRACZE.

Ci drudzy czekają na to, co los im ześle – tak jakby ktoś nad nimi rzucał kośćmi i jak wypadnie 6 oczek, to posunie ich szybciej =], a jak kości spadną ze stołu, to będą stać w miejscu, póki ktoś ich nie popchnie w jakąś stronę – to są PIONKI. Posuwanie, popychanie i pochodne dobrze obrazują życie pionka.

Kiedyś za próbę zmiany reguł gry ludzi palono na stosie (oczywiście w imię wyższych wartości), ale dzisiaj społeczeństwo jest coraz bardziej świadome i można zdobyć masę punktów za dobre odkrycie.

Co ciekawe – to od nas zależy, czy będziemy pionkiem, czy staniemy się graczem. W praktyce tę transformację przechodzimy wielokrotnie. Zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Rodzimy się jako pionki, a dalej żyjemy, jak chcemy. Świadomie lub nie, będziemy popychać lub będziemy popychani. A życie to gra wieloosobowa, więc zabawa jest grupowa 😉 Trochę więc pchamy i trochę jesteśmy popychani.

Reguły gry

Mimo ciągłej zmiany, reguły oczywiście jakieś są – i podobno są nawet gdzieś spisane pod nazwą „prawo”. Nikt jednak nie zna wszystkich. Nawet ci, którzy je stworzyli. Ważne jest jednak to, że reguły się zmieniają w zależności od tego gdzie jesteś, kim jesteś i jak długo grasz. Sens ich stosowania pozostawiam bez komentarza. Do własnych przemyśleń. Trzeba jednak pamiętać, że reguły są najczęściej efektem jakichś głębszych przemyśleń – „najczęściej” nie znaczy „zawsze”, a „głębszych” nie znaczy „zawsze mądrych”.

Na szczęście łamanie reguł nie kończy gry. Po przyłapaniu, rozgrywka staje się trochę ciekawsza albo wręcz przeciwnie – nudniejsza. Czasem będzie łatwiejsza, ale częściej trudniejsza =] bo musimy się wtedy ukrywać lub uciekać. Jak nam się nie uda, to przymusowo zmienimy miejsce na planszy na takie mniej otwarte. Są też pozytywy takiej sytuacji. Nie trzeba się już martwić o dach nad głową i pożywienie.

The Game Changer

PIONKI w pierdlu czekają na rozwój wydarzeń, a GRACZE mają czas na refleksję, planowanie lub rozpoczynają nową misję. Najbardziej spektakularną jest UCIECZKA.

the game changer

O co chodzi w grze? Nie wiem – i wielce prawdopodobne jest to, że nikt tego nie wie. Możemy zatem przypuszczać, kombinować, czytać, filozofować lub słuchać. Jest wielu ludzi w garniakach, T-shirtach, togach czy sutannach, którzy mają jakieś pomysły i się nimi dzielą. Tylko kto ma rację?

Rozgrywka

Rozgrywka trwa podobno od bardzo dawna i będzie trwać jeszcze pewnie długo. Każdy jednak przebywa na planszy średnio jakieś 70 lat i nie wie ile czasu mu jeszcze pozostało. Ostatni dzień, a może 300 lat?

Przez pierwsze lata uczymy się przez obserwację innych graczy, poznajemy różne podejścia do gry i uczymy się podstaw. Potem najczęściej gramy już na własną rękę, czasem ktoś nas wyręcza (wtedy w teorii idziemy szybciej do przodu, ale w praktyce zdobywamy mniej punktów doświadczenia, więc w późniejszym etapie jest nam trochę trudniej). Czasem kroczymy tak jak nasi poprzednicy, czasem idziemy zupełnie inną ścieżką.

Moim zdaniem najlepiej sprawdza się taktyka zespołowa. Gromadzimy wokół siebie ludzi, z którymi chcemy zawładnąć kawałkiem planszy i stworzyć dla siebie i bliskich jak najlepsze warunki do życia. Najlepiej przyciągać takich, którzy to docenią i będą chcieli się dołączyć. Sukces grupy zależy od sumy lub nawet iloczynu sukcesów naszych bliskich i znajomych. Jestem przekonany, że dobro powraca – w takiej lub innej formie. To wynika z tego co napisałem – jak pomogę komuś z mojego otoczenia, to całe otoczenie średnio zyskuje ileś razy tyle. Ja też poniekąd dostanę rykoszetem. Warto się więc otaczać ludźmi z potencjałem i sprawiać, by żyło im się jak najlepiej. Ignoranci z zewnątrz będą krzyczeć „spisek”, „układ” i „po znajomości” – ale who cares?

Na planszy jest cała masa poglądów i każdy ich przedstawiciel jest dla pozostałych odmieńcem. Jedni są bardziej tolerancyjni, inni mniej. Jedni wykorzystują cynicznie otoczenie, inni starają się współgrać i tworzyć coś na rzecz ogółu. Komunista, który chce żyć na cudzy koszt, będzie się spierał z fabrykantem, który wierzy, że to co ma, zawdzięcza własnej, ciężkiej pracy i poświęceniom, które on albo jego poprzednicy musieli ponieść, żeby to wszystko postawić na nogi. Czasem się nie da dogadać, więc trzeba też zabezpieczać tyły, na wypadek gdyby ktoś chciał siłą lub podstępem przejąć to, co wypracowałeś lub otrzymałeś w spadku.

Gra 3D

Trzy wymiary, ale trochę inne niż na algebrze:

  1. Wymiar czysto materialny, który widać i czuć – można go zmierzyć, czasem dotknąć i poczuć.
  2. Wymiar czysto ludzki, ale przyziemny – relacje, miłość, przyjaźń, rywalizacja, zemsta, marzenia i wszystko inne, co nie ma jakiejś wymiernej formy/postaci i siedzi najczęściej wirtualnie w naszej głowie.
  3. Wymiar jest bardziej spirytualny – (Poziom zaawansowany 2. Wymiaru) nadający sens naszej egzystencji, ten co do którego nikt z nas nie ma pewności i możemy się tylko domyślać/wierzyć/ufać.

Wszystkie 3 wymiary się przeplatają między sobą i nadają kształt naszemu życiu. Trochę jak w Piramidzie Maslowa. Mamy swoje priorytety i w zależności od tego, jak bardzo jesteśmy głodni i jak bardzo chce nam się siku, zależy to, czy będziemy akurat się zastanawiać nad kiełbasą, krzakami czy nad realnością zmartwychwstania i prawdopodobieństwem reinkarnacji.

3. Wymiar jest nie do ogarnięcia. Dla mnie to jest gra. Nie dlatego, że w to wierzę, ale dlatego, że takie podejście pozwala patrzeć na wszystko z dystansem. To ułatwia wiele spraw. Nie wiem, czy po jej zakończeniu zobaczę pustkę, czy może się bardzo zdziwię, widząc wielki napis GAME OVER i opcje:

  • zacznij od nowa nową postacią (czym zaplusuję u buddystów),
  • kontynuuj, zostając tu na Ziemi:
    a) uznany za zmartwychwstałego,
    b) wybudzonego ze śpiączki,
    c) cudownie uleczonego lub
    d) źle zdiagnozowanego i przedwcześnie uznanego za zmarłego
  • czy może wyloguj się z gry i może wtedy okaże się, że jestem jakimś glonem w przestrzeni kosmicznej, który gra w ludzi w okularach 5D podłączonych do wszystkich zmysłów. A może się okaże, że jestem tylko symulacją sztucznej inteligencji, która zyskała samoświadomość (naukowe podejście do tej teorii można poznać tutaj)?

Nie wiem, czy jest potem jakaś misja bonusowa, a może kolejna plansza zwana Niebem, Piekłem, Walhallą, Nawią, Nirwaną, Hadesem czy Tamoanchan. Nie wiem.

Nie wiem też całej masy innych rzeczy, więc nie będę wkładał wirtualnej sutanny, habitu, ani nawet garniaka i udawał, że coś wiem. Trzeci wymiar pozostawiam filozofom.

Skupię się tylko na tym, co ma wymiar bardzo rzeczywisty, a w zasadzie tą rzeczywistość pozwala mierzyć – czyli na punktach w Grze Zwanej Życiem. Po tym przydługim i pewnie dla niektórych niepotrzebnym wstępie, przejdziemy do konkretów – ale o tym już w kolejnym wpi$ie.


To jest #2 część z serii #The Game. Poniżej cała lista:

#1 – CZY ŻYCIE TO GRA?
#2 – Game Changer [to jest ten wpis]
#3 – Punkty w grze: Pieniądze
#4 – Cel (Jaką rolę ma kapitał?)

 Zdjęcie główne pochodzi z FreeImages.com/T. Al Nakibilne st