Wszyscy mamy zdolność do podróży w czasie. Niestety tylko w przód. Z taką samą* prędkością pędzimy w stronę wielkiej niewiadomej. (*Einstein by się zapewne spierał, że nie z taką samą, bo szybsi w teorii żyją nieco dłużej.) Tak czy owak nasza wiedza ulega z czasem przedawnieniu i może się okazać, że za 5 lat (jak nie będziemy się rozwijać), to stracimy poziom życia, do którego przywykliśmy. I choćby z tego prozaicznego powodu warto odkładać. Kapitał daje spokój i wolność.

Alternatywnie moglibyśmy strajkować i liczyć, że świat jednak się zatrzyma =] Specjalnie dla nas! Warto jednak rozważyć, czy nie lepiej przeznaczyć tą energię na naukę/dokształcanie, bo to pozwoli w przyszłości oszczędzić masę pracy i czasu, na rzeczy dla nas najważniejsze.


To jest #4 część (ostatnia) z serii #The Game. Poprzednie znajdziesz tutaj:

#1 – Czy życie to gra?
#2 – Game Changer
#3 – Punkty w grze: Pieniądze
#4 – Cel (Jaką rolę ma kapitał?) [to jest ten wpis]


Kapitał

Spróbuj przez chwilę pomyśleć, że kapitał, który posiadasz nie jest tak naprawdę Twój. Ty jesteś jedynie zarządcą. Ta funkcja jest dożywotnia – potem zajmą się nim Twoi następcy. Majątek potraktuj jak potencjał. Potencjał który daje ogromne możliwości. Nie wszyscy to dostrzegają, ale Ty wiesz, że jego prawdziwą mocą jest to, że daje władzę:

  1. nad własnym życiem – zabezpieczenie finansowe daje swobodę w podejmowaniu decyzji i prawdziwą wolność wyboru oraz
  2. nad innymi, bo kapitał to przede wszystkim moc do wprawiania w ruch jakiegoś wycinka tego świata, aby wykonał określone zadanie.

Mówiąc wprost, wydając pieniądze, decydujesz tak naprawdę, co (jaka branża) będzie się rozwijać. Im więcej masz, tym więcej możesz zdziałać. Wiele osób jednak widzi to jednak trochę inaczej.

Pieniądze są be… (?)

Najgorzej o pieniądzach wypowiadają się Ci, którzy ich najbardziej potrzebują, często mając za złe całemu światu, że ich nie mają. Paradoksalnie to właśnie w takich przypadkach najczęściej wszystko się toczy wokół pieniędzy, o których się nie mówi, bo ich nie ma, a tak bardzo ich potrzeba. Zamiast się zabrać za własną rozgrywkę, lamentują, że nie urodzili się w sejfie Deutsche Banku. Nijak nie rozumieją, że jak ktoś się rodzi z pokaźnym majątkiem, to oznacza nie mniej nie więcej a tyle, że spadkodawcy/poprzednicy kiedyś musieli w tej grze nieźle wymiatać i dlatego zgromadzili na tyle dużo, by na starcie ich spadkobierca miał trochę więcej niż ja czy Ty!

Kto jednak szanuje ludzi, którzy nic sami nie osiągnęli i wszystko zawdzięczają innym? Z resztą jaka byłaby przyjemność, gdyby wszystko nam w życiu przychodziło łatwo? William D. Danko i Thomas J. Stanley robili badania, z których wynika, że najczęściej milionerzy, którzy nie dorobili się sami majątku (tylko go dostali) kończą marnie i wszystko tracą. Polecam książkę „The Millionaire Next Door” – polski tytuł brzmi jak tani thriller: „Sekrety Amerykańskich Milionerów”, ale treść jest bardzo wartościowa.

Jakkolwiek by na kasę nie patrzeć, to jednak powalająca większość z nas chciałaby mieć więcej.

W pogoni za pieniądzem

…bo pieniądze można wymienić na prawie wszystko – czas innych osób, ich pracę, wiedzę i wszystkie efekty tejże pracy/wiedzy, czyli dobra materialne, które są nam niezbędne do życia (jedzenie, transport, odzież, schronienie czy rozrywkę). Właśnie po to był pieniądz stworzony. Miał ułatwić życie, handel i wycenę naszej pracy.

Jak spojrzymy na to z drugiej strony, to mamy bardzo prosty przepis na zarabianie pieniędzy. Oferuj coś, za co inni chętnie zapłacą. Praca sama w sobie może nie przedstawiać dla innych wartości. Jeśli tak się dzieje z całą branżą, to nie ma sensu protestować, tylko czas najwyższy na zmianę. Trzeba robić coś, co inni potrzebują, a jak potrzebują, to zapłacą. Zawsze kiedy zarabiam mniej niż oczekuję, wychodzę właśnie z tego założenia. Szukanie winy na zewnątrz często jest bez sensu i powoduje tylko frustracje.

To jest na serio aż tak proste: żeby mieć pieniądze, trzeba je dostać od innych. Inne drogi są nielegalne. Jak ktoś Ci daje pieniądze, to tak naprawdę inwestuje w Ciebie. Obdarza Cię zaufaniem. To nic innego jak…

Dziękuję

„Dziękuję – doceniam to, co mi dałeś”. Zawsze mnie zastanawia dlaczego tak wiele osób chce, by znajomi/przyjaciele robili coś dla niego po kosztach. To powinno być wręcz odwrotnie – znajomym powinniśmy dawać więcej niż innym. Żeby ich wspierać! Żeby się dorabiali i rozwijali to, co wg nas jest fajne.

Pomijając kradzież, podatki i dodruk pieniądza, miliardy na czyimś koncie są miarą zaufania jakim obdarzyło tę osobę/firmę społeczeństwo. Można to zaufanie nadużyć/spieprzyć (a odbudować jest trudno) lub dobrze wykorzystać. Wychodzę z założenia, że jeśli akurat klepię biedę i brakuje mi na cokolwiek, to:

  1. Najwidoczniej jestem jeszcze za słaby, żeby ktoś mnie obdarzył odpowiednim zaufaniem.
  2. Muszę zdobyć więcej doświadczenia lub lepiej pracować. Najlepiej to i to, bo zamiast harować jak wół lepiej dwubiegunowo iść w mądrą pracę, czyli zainwestować trochę w doświadczenie (wiedzę, praktykę).

Sprawiedliwość musi być – tak?

Oczywiście nie wszyscy mamy tyle samo. To jest moim zdaniem bardzo inspirujące, ale często jest to argumentem do tezy, że życie jest niesprawiedliwe. To jest ewidentnie jakiś problem. Warto go zatem rozwiązać. Dlaczego? Ja staram się myśleć tak: problem=zapotrzebowanie, zapotrzebowanie=klienci, klienci=kapitał, kapitał=wolność. Na tym ostatnim mi najbardziej zależy.

Jak sprawić, żeby życie było sprawiedliwsze? Można np. trochę inaczej na nie spojrzeć – np. jak na GRĘ. Żeby Ta gra była grywalna, to na starcie powinniśmy mieć równe szanse. Warto też wymyślić jakiś cel, który jest:

  • mierzalny (najlepiej SMARTny) i
  • różnice na starcie (przy narodzinach) nie powodują, że ktoś ma fory.
  • Do tego super by było, jakby służył ogółowi,
  • był pozytywny
  • i sam w sobie był nagrodą.

Chętnie poznam Twoje pomysły i może nawet zagram w Twoją grę. Ja natomiast wymyśliłem coś takiego:

Pomnóżmy 10x nasz Kapitał Początkowy

(Aby powiększyć 10x kapitał przez ok. 25 lat wystarczy wzrost o niecałe 10% rocznie)

Jeśli jesteśmy na planszy tylko przez chwilę, a potem sobie znikamy i nie wiemy, co będzie dalej, to:

  1. można podejść do życia tak, że korzystamy z niego ile wlezie i gramy tylko na siebie (zabawa, przyjemności i nie pozostawiamy po sobie większego śladu), a
  2. można założyć, że po coś jednak żyjemy i naszym zadaniem jest popchnąć świat do przodu.

Wtedy, moim zdaniem, życie ma głębszy sens. Po naszym odejściu będzie przecież jakiś dalszy etap – z nami czy bez nas. Przyczynimy się do czegoś większego – dla potomnych (spłacając dług jaki zaciągnęliśmy na starcie od poprzednich pokoleń).

Czemu by nie obrać za cel pomnożenie tego, co dostaliśmy – np. 10 razy? Wszystko co mamy można sobie przeliczyć na pieniądze i vice versa. Zadanie jest jasno określone. Czas też jest jasno określony – mamy średnio jakieś 25 lat pracy. Przez pozostałe lata pasożytujemy (nasza młodość) i spłacamy nasze długi z dzieciństwa (wychowując nasze małe pasożyty). Zadanie jest więc SMARTne. Co o tym sądzisz? Jest też w miarę sprawiedliwe:

  • tym co mają mało jest łatwiej, ale nie mają aż takich możliwości
  • ci co mają więcej, mają o wiele trudniej, ale mają za to więcej możliwości (i pokus, które uprzyjemniają trudy pomnażania kapitału)

Drogie dzieci

Generalnie chodzi o to, by naszym potomkom żyło się lepiej. Taki mamy już instynkt. Tak samo jak szowinistyczny lew na sawannie się nie przejmuje tym, że matka-gnu płacze po stracie swojego cielaka. Tak samo człowiek dba przede wszystkim o własne młode, a najlepiej zadbać w ten sposób, by kolejne pokolenie miało lepiej na starcie niż my. Tak to się kręci od setek lat. Dlatego dzisiaj bezdomny ma lepsze warunki do życia niż Król Łokietek i dlatego dzisiaj się mówi o „prawie człowieka do dachu nad głową i jedzenia” jako czymś, co każdemu się należy. Kiedyś na to trzeba było mocno pracować, dzisiaj jest to poniekąd w standardzie. Dlatego musimy zadbać jako pokolenie, by kolejne wskoczyło na jeszcze wyższy level, bo kto wie – może to właśnie my będziemy tym kolejnym pokoleniem, jak wybierzemy opcję „nowa gra”?