Czy odwlekasz czasem coś ważnego, na co „nie jesteś jeszcze w pełni gotowa/y”? Łapiesz się za coś tymczasowego – na chwilę, dorywczo – i po paru miesiącach/latach okazje się, że przespałeś/aś kawałek swojego życia w przypadkowym i niby tymczasowym miejscu? Z każdym dniem oddalałeś/aś się co raz bardziej od głównego pomysłu na siebie, aż w pewnym momencie masz wrażenie, że już jest trochę za późno?

Za daleko już jestem… szkoda to wszystko, co tu osiągnąłem zaprzepaścić.

Gdybyś tylko wcześniej się zdecydował(a), ale teraz?

Teraz już jest za późno. Co, jak mi nie wyjdzie?

Czy aby na pewno jest za późno?


Uwaga! To jest 1. wpis w serii o nieruchomościach, która składa się z:

PROLOGU:
Cz. 1 – Lepiej zrozumieć ludzi czy maszyny? – wybór ścieżki zawodowej (przemysł vs usługi)
Cz. 2 – Dlaczego sprzedaż? 5 powodów [coming soon]

Nieruchomości #1 – Jak zacząć na nowo w zupełnie innej branży?  [to jest ten wpis]
Nieruchomości #2 – Prosto z linii frontu kupujący-sprzedający: kluczowe wnioski dla chcących inwestować w mieszkania
Nieruchomości #3 – …
… a końca jeszcze nie widać =]


Temat nieruchomości powracał się jak bumerang w moim życiu od małego. Już dawno temu pojawiły się marzenia i chęci, żeby się tym kiedyś zająć na poważnie, ale jak zacząć? Kroczyłem w zupełnie inną stronę. Nawet na studia w pierwszej kolejności złożyłem papiery na budownictwo, a finalnie wybrałem to, co było bardziej prestiżowe i odlotowe.

W końcu zacząłem przebąkiwać innym nieco więcej o moich planach. Szukałem wsparcia. W grupie zawsze raźniej, więc kombinowałem na rożne sposoby, żeby zarazić tym tematem kogoś, z kim chciałbym współpracować, komu ufam i kto mnie raczej nie zawiedzie, ale nie wychodziło mi to najlepiej. Pewnego dnia postanowiłem, że zrobię te pierwsze kroki sam – pokażę, że to działa i wtedy będę miał kandydatów na kompanów na pęczki. Taka droga zadziałała w poprzednim projekcie, jest więc spora szansa, że i teraz zadziała.

Dzień zmiany

Zamykałem właśnie gruby rozdział w moim życiu pt. „dr inż.” i zacząłem budować tę stronę. To miał być pierwszy element nowej drogi. Nadal nie wiedziałem dokładnie jak ona ma wyglądać, ale kto by się takim szczegółem przejmował. Aby wyruszyć wystarczy przecież mglista wizja oraz kierunek – główne założenia, które są moim kompasem od dłuższego czasu:

  1. Rób to, co lubisz.
  2. Rób to, co przychodzi Ci łatwo i do czego masz predyspozycje – wykorzystaj swoje talenty.
  3. Buduj filary pod pasywny przychód – zabezpieczenie finansowe, moim zdaniem jest fundamentem do prawdziwej wolności.
  4. Unikaj ślepych uliczek, które kończą się szklanym sufitem – nie daj się złapać na dobrą pracę, w której skończysz za 10 lat i będziesz w tym samym miejscu.
  5. Buduj coś swojego, żebyś miał możliwie duży wpływ na to, jak będzie wyglądać Twoje życie.
  6. Rób to z ludźmi, którzy mają pozytywny wpływ na Ciebie i to jak się rozwijasz.
  7. Nie lękaj się – będzie dobrze 🙂 a jak nie będzie dobrze, to będzie ciekawie – czyli chyba też dobrze, bo czeka Cię przygoda-niespodzianka. Strach często ma wielkie oczy, tylko głupi się nie boi, ale głupio przez strach nie zrobić czegoś, o czym się marzy, nie? Dlatego kiedyś sobie napisałem nad monitorem: „Co bym zrobił, gdybym się nie bał?” i teraz to często robię (motyw z książki, a raczej książeczki pt.: „Kto zabrał mój ser”). To bardzo pomaga. Traktuję trudne wybory jak alternatywę: będzie dobrze albo będzie ciekawie (przygoda).

Na część negatywnych scenariuszy możemy się jakoś przygotować – kliknij by zobaczyć jak.

Jak zacząć od nowa, to najlepiej mądrze =]

Ci, którzy mnie znają lub regularnie śledzą moje poczynania wiedzą, że namawiam każdego, żeby szanował swój czas. Jak jest możliwość dostać się gdzieś szybciej lub mniejszym kosztem, dzięki pomocy/wiedzy innych osób, to warto z tego skorzystać. Jeśli marzysz, by gdzieś być, to czemu nie dostać się tam szybciej?

Jesteśmy na planszy tylko przez określony czas. Warto go dobrze wykorzystać.

Jak chciałem zostać inwestorem czy rentierem, to próbowałem skorzystać z wiedzy innych osób, które już nimi były. Zaliczyłem przy tym kilka wtop na grubą kasę. Serio – czasem traciłem wszystko, co zarobiłem przez ostatni rok, a czasem i 2. Zostałem kilka razy oszukany, innym razem chciwość i zachłanność mnie zaprowadziła w kozi róg z tabliczką „wtopa”, ale o tym napiszę innym razem. Teraz będzie o czymś, co zadziałało.

Zapisałem się w końcu na szkolenie u praktyka – było to najdroższe szkolenie na jakie poszedłem za własne pieniądze, więc niełatwo mi było podjąć tę decyzję. Umówiłem się więc z 2 innymi osobami (jedna z Polski, druga nowo-poznana z Austrii), że zrobimy tak: pójdę sam, zrzucimy się we 3,  a potem zrobimy burzę mózgów i powtórkę szkolenia, a na koniec dam wszystkim swoje notatki.

Opcja dogodna dla wszystkich. Nie muszą tracić kasy na dojazd i hotel. Nie muszą robić notatek i mają to wszystko za 1/3 ceny. Mi też się podobało, bo wiedziałem, że muszę uważnie słuchać i pilnie notować, a przy okazji zrobiłem na miejscu networking i mam kilka wartościowych kontaktów do dzisiaj. Ale do rzeczy…

Na szkoleniu dowiedziałem się całej masy rzeczy odnośnie wybierania właściwych lokali na wynajem, sprawdzania i weryfikowania lokatorów, negocjacji, budowania relacji, przeanalizowaliśmy masę konkretnych przypadków i dostałem szereg wskazówek odnośnie tego, jak ten biznes w przyszłości zrobić tak, żeby sam się kręcił – czyli pasywnie. W dodatku dostałem pakiet dokumentów, które mi będą potrzebne do podpisywania dobrych umów np. na podnajem, czy wynajem.

Przekazując dalej tą samą wiedzę jednocześnie ją sobie utrwaliłem – kolejna korzyść.

Inspiracja

Dowiedziałem się jeszcze czegoś – jak  zacząć – to okazało się dla mnie kluczowe.

„ZANIM ZACZNIESZ INWESTOWAĆ, ZBADAJ DOKŁADNIE LOKALNY RYNEK.
ZOSTAŃ EKSPERTEM – DO TEGO POTRZEBA OSOBIŚCIE ODWIEDZIĆ SPORO MIESZKAŃ.”

oraz

„POŚREDNICY TO W WIĘKSZOŚCI NIEKOMPETENTNI WAZELINIARZE.
POSZUKAJCIE DOBREGO I DAJCIE MU ZAROBIĆ –  WARTO, TO RZADKI SKARB!”

To był motyw przewodni każdej wzmianki na temat pośredników w obrocie nieruchomości. Potwierdzali to wszyscy zainteresowani, więc od razu zapaliła mi się lampka. „Dziewicze pole!” – skoro wszyscy są „be”, to wystarczy być „ok” i każdy będzie chciał ze mną robić interesy =]

Nie idź za tłumem – pomyślałem sobie!
Zrób coś dla tłumu, a on pójdzie za Tobą.

Pytanie tylko, czy tłum to „pośrednicy”, czy „inwestorzy” – do dzisiaj nie wiem która grupa jest liczniejsza. A może zwykli ludzie szukający dachu nad głową? A może wszyscy razem! Pojawił się jakiś pomysł. Będąc szczerym, kompetentnym i uczynnym pośrednikiem, będę od razu najlepszy, bo podobno konkurencji nie ma za dużo. Proste! Zakolegowałem się od razu z pośrednikami, którzy byli też na tym szkoleniu, przeprowadziłem kilka rozmów z nowo-poznanymi osobami na temat „od czego zacząć?”, która firma jest najlepsza itp. itd. Powtarzała się często ta sam złota rada: „Idź tam gdzie dają szkolenia! – dużo się nauczysz”. Usłyszałem też, że najlepsi kozacy działają tylko na prowizji – a kto nie chciałby być kozakiem?

Powstał plan. Taki, jakie lubię najbardziej – czyli bez szczegółów. Kompas, który mi przyświeca i pozwala na bieżąco szybko wybierać odpowiednią drogę na każdym skrzyżowaniu, które mijam. GOTÓW – PAL – CEL ? jak rakieta samonaprowadzająca, a nie jak bezwładny pocisk, który ktoś kiedyś wystrzelił.

  1. Skoro mam zobaczyć 100 mieszkań, to zobaczę je jako pośrednik – przy okazji może coś na tym zarobię, a jak nie, to i tak zdobędę przynajmniej doświadczenie, wiedzę i kontakty. 5 w 1! Bo nauczę się jeszcze sprzedawać, podobno kluczowej umiejętności dzisiejszych czasów. Przy okazji – kliknij tutaj i sprawdź dlaczego nie warto robić wielu rzeczy na raz.
  2. Wybiorę firmę, która da mi najlepszą wiedzę i pozwoli działać zgodnie z wartościami, które mi przyświecają (traktować każdego klienta tak, jak chciałbym sam być potraktowany – nie wciskać i dać mu to, czego chce).
  3. Praca na prowizji – kozacko – postanowiłem, że interesuje mnie tylko taka forma – bez podstawy – żebym miał lepszą motywację!
  4. Potem zobaczymy ?

Plan idealny. Prosty, krótki i prowadzący na kolejny poziom, który był moim zdaniem konieczny do zaliczenia. Podzieliłem się pomysłem z guru – organizatorem szkolenia – i powiedział, że pomysł jest do dupy, bo zamiast zostać rentierem zostanę pośrednikiem. Wg niego robiłem źle, ale mimo wszystko postanowiłem posłuchać własnego rozumu i iść w stronę, która wydawała się być lepszym rozwiązaniem, „mojszym”. Zawsze słuchałem innych, ale robiłem to, co chciałem, mając oczywiście na uwadze ich opinię i rady.

„Nie lubię mieć poczucia, że przez kogoś, coś w moim życiu nie wyszło – wolę sam coś skopać.
Przynajmniej wiem, że winowajca ma pełną świadomość swojej pomyłki i jej skutków – tak rozumiem odpowiedzialność. Każdy za siebie”

Implementacja

Jak tylko wróciłem ze szkolenia, to zacząłem szukać największych agencji nieruchomości – znałem kilka nazw, ale szperanie po internecie zawsze mnie szybko irytowało. Coś mnie natchnęło, żeby sprawdzić moją SPAM-Pocztę (skoro już to było ciekawsze, to z pewnością googlowanie mnie bardzo znudziło) i wtedy wydarzyło się coś niesamowitego. Uznałem to za znak – coś co będzie fajnie wyglądało za parę lat, jak wszystko pójdzie zgodnie z planem. Marcin (z Ideoskop) wysłał do mnie maila z informacją, że Kamil (LLOYD) szuka ludzi do pracy. Obu znałem z kilku wykładów, a ostatniego spotkałem przypadkiem kilka tygodni wcześniej na jednym ze spotkań dla inwestorów. Parę lat temu widziałem, jak opowiadał o swojej firmie i bardzo mi się podobała jego wizja i to jak podchodzi do tematu: „bądźmy najlepsi w branży, zgromadźmy najlepszych ludzi – ekspertów”. Przyznam szczerze, że wtedy (to był chyba 2011 rok) pomyślałem, że fajnie by było w tej firmie pracować. Tylko, że wtedy jeszcze nic nie wiedziałem, a plany miałem bardziej związane z budowaniem wyścigowych bolidów i konstrukcji latających po niebie, niż sprzedawaniem domów. Potem o tym zapomniałem i teraz mi się przypomniało!

Wróćmy jednak do maila. Rekrutacja skończyła się wczoraj, ale w ogłoszeniu było wszystko czego potrzebowałem: „szkolimy najlepiej w banży”, „zarobki nawet do 20.000zł miesięcznie”.

Niewiele myśląc, odkopałem wizytówkę i wysłałem maila bezpośrednio do prezesa z pytaniem czy jeszcze aktualne. Tak. Zrobiłem więc na szybko update CV i wysłałem razem z listem motywacyjnym do HR. Miałem napisać dlaczego sprawdziłbym się w sprzedaży. Napisałem: „Nigdy nikogo nie namawiam na siłę do zakupu – szczerze wierzę, że plony jakie zbierzemy zależą od tego, co posiejemy. Dlatego nie sprzedaję czegoś, w co nie wierzę.” I wzięli mnie na sprzedawcę.

ciąg dalszy znajdziesz tutaj:
Nieruchomości #2 – Prosto z linii frontu kupujący-sprzedający: kluczowe wnioski dla chcących inwestować w mieszkania


To jest cz. #1 serii o nieruchomościach i kolejny fragment historii MaKaO na drodze do… Poniżej znajdziesz poprzednie:

#0 MaKaO na drodze do… [wstęp]
#1 Trudne złego początki
#2 Mój pierwszy biznes zniszczyła MAFIA
#3 Co takiego rodzice wiedzą o Tobie, o czym dowiesz się dopiero za 10 lat?
#4 Dzieci wychodzą z Facebooka
#5 Jak wykorzystałem haki na mafię kolejową? 
#6 HIGH SCHOOL – jaka będzie szkoła kiedy dzieci wrócą po wakacjach?
#7 HIGH SCHOOL offroad – nie puszczaj dziecka do szkoły średniej, bo zejdzie na złą drogę
#8 HIGH SCHOOL offroad #2 – pierwszy raz w Internetach