Będąc jeszcze na uczelni, natknąłem się na artykuł o tym, że kluczowe umiejętności w przyszłości to IT (informatyka) i sprzedaż. Mnie bardziej niż usługi pociągał jednak przemysł – to był dla mnie sektor dla prawdziwego mężczyzny.

Prawdziwy mężczyzna - przemysł czy usługi?

10 lat później robiliśmy z kumplami projekt dla przemysłu. Byli to jedni z najbardziej inteligentnych ludzi, z jakimi miałem przyjemność pracować. Doszliśmy wtedy do wniosku, że przyszłość dla małych przedsiębiorców jest niestety w usługach. W przemyśle jest ciężka, mozolna praca, która nie wszystkim popłaca.

Przemysł wygląda mniej więcej tak: Sprytni i bogaci chłopcy z pomysłem szukają pracowitych i zdolnych chłopców, którzy będą ciężko pracowali za psie pieniądze (bo inaczej się dziś nie opłaca albo ktoś wstawi na ich miejsce robota). No chyba, że robi się bardzo zaawansowane innowacje. Te mają wysoką marżę, a ich skopiowanie zajmie na tyle długo, że da się na nich zarobić, produkując nawet w rozwiniętych krajach (mając wysokie koszty produkcji). Niestety płaca minimalna zabija przemysł, taki jak nasz (mało pionierski), bo produkcja jest za droga. Podobne rzeczy za pół ceny można kupić/zrobić w Azji.


Uwaga! To jest cz.1 z 2 prologu do serii o nieruchomościach, na którą składa się:

PROLOG:
Cz. 1 – Lepiej zrozumieć ludzi czy maszyny? – wybór ścieżki zawodowej (przemysł vs usługi)  [to jest ten wpis]
Cz. 2 – Dlaczego sprzedaż? 5 powodów
Nieruchomości #1 – Jak zacząć na nowo w zupełnie innej branży?
Nieruchomości #2 – Prosto z linii frontu kupujący-sprzedający: kluczowe wnioski dla chcących inwestować w mieszkania
Nieruchomości #3 – …
… a końca jeszcze nie widać =]


Przyszłość mają usługi

Przynajmniej w takich krajach jak nasz. Ludzie robią się coraz bardziej zamożni, leniwi i coraz mniej potrafią samemu robić. Wolą się specjalizować, a resztę zostawiać innym specjalistom. Moje pokolenie było wychowywane trochę inaczej: „bądź mężczyzną w swoim domu i naucz się robić wszystko sam”. Będziesz samowystarczalny i niezależny = bezpieczny. Odchodzimy od tego. Może i dobrze – to specjalizacja prowadzi do najszybszego rozwoju. Z drugiej strony coraz mniej „złotych-rączek”, które były moimi wzorami z dzieciństwa. Rączek z doświadczeniem, czarnymi paznokciami, startymi i dużymi palcami (takich, z których się dzisiaj śmieją w memach). Rąk z niezliczoną ilością blizn i czasem bez palca. Rąk ludzi, którzy nie mają pojęcia o całym dużym świecie. Ludzi, którzy rozumieli za to jak działa calusieńki mały świat, w którym żyją, który tworzą i trzymają go przy „życiu”.

A co z przemysłem?

Przemysł w każdym kraju jest niezbędny – to zapewnia mu bezpieczeństwo i niezależność. Dlatego mam nadzieję, że mimo tego co dzisiaj napisałem, będzie tam iść bardzo dużo osób. W efekcie spadną koszty produkcji/pracy, spadną ceny i będzie się bardziej opłacało produkować. Dla własnego dobra jednak warto iść w zupełnie przeciwnym kierunku – pod prąd, tam gdzie za chwilę będzie ludzi brakowało. Dopasowywanie się do zmieniających się reguł gry jest po prostu zawsze opłacalne, a kiedy taniej można zrobić to samo choćby np. w Azji, to po co się z tym mierzyć? Konkurowanie ceną, to nie jest dobra droga. Lepiej iść do sektora, który ma większy popyt i płaci więcej – czyli jest bardziej ceniony przez resztę społeczeństwa.

Kiedy zabraknie ludzi w przemyśle, pensje skoczą i trzeba będzie wprowadzić jeszcze większą automatyzację – to naturalne. Do tego czasu początkujący przedsiębiorcy, którzy zastanawiają się „co by tu otworzyć?”, moim zdaniem większe szanse mają w usługach. Dlaczego tak uważam? Dzisiaj wielu Polaków (i oczywiście cała masa innych ludzi) chce dostarczać coś swojego na rynek. Widać to choćby w sklepach, gdzie producenci biją się o miejsce na półce – nie mówiąc już o internecie, gdzie jest chyba wszystko o czym pomyślimy.

Przemysł w Polsce tylko dla wielkich graczy?

Patrząc na to wszystko z boku, widać, że mamy dużą nadprodukcję i dzisiaj rządzi konsument. Coraz więcej ludzi chce coś dostarczać na rynek i o wiele trudniej jest się przebić z czymś nowym. O wiele szybciej można dojść do czegoś robiąc usługi dla zwykłych ludzi, biznesu lub producentów, bo potrzeba rzeszy ludzi, którzy potrafią te wszystkie produkty dobrze sprzedawać/przechowywać/dystrybuować. Dobrze opłacane są zatem usługi, które pozwolą zaoszczędzić bezcenny czas lub pomogą się zrelaksować po ciężkiej pracy.

Dodatkowo w Polsce 500+ spowodowało, że rynkiem jeszcze bardziej zaczęli rządzić pracownicy i ostatnio pracodawcy z trudem szukają rąk do pracy, stąd też wynagrodzenie na pewno poszło/pójdzie w górę. Chyba, że jeszcze bardziej wzrośnie napływ cudzoziemców ze wschodu. Na chwilę obecną trudno jest znaleźć ludzi, którzy będą za niską stawkę pracowali, więc niezaawansowany przemysł tym bardziej się przestaje opłacać. Nie wiem jak długo taki stan rzeczy się utrzyma i jak długo gospodarka takie rozdawnictwo wytrzyma, ale póki co, ludzie więcej wydają na konsumpcję (np. krajowa turystyka przeżywa ostatnio duży boom).

To może jednak warto się przebranżowić?

Zanim się ostatecznie przekonałem, że pora opuścić (przynajmniej na jakiś czas?) przemysł, obserwowałem ludzi, którzy działali w przemyśle i tych w usługach. Konkretne przypadki tylko utwierdziły mnie w decyzji. Nie lubię tego epitetu w takim zastosowaniu, ale prościej nie umiem tego zapisać:


Przemysł był dla mnie sexy, usługi dawały sexy życie.


Osobiście kusiła mnie też automatyka, więc zastanawiałem czy nie lepiej przebranżowić się na programistę i potem iść w automatykę (żeby wszystko robiło się samo) – moim zdaniem tam jest kolorowa przyszłość. Nie czułem jednak, żeby mnie tam brakowało 🙂 Miałem za to przyjemność spotkać na swojej drodze automatyka-programistę, który sprzedawał sprzęt do przemysłu. Chłopak jest w moim wieku – bardzo ogarnięty. Przyjeżdżał pod nasz start-up’owy grajdołek, gdzie walczyliśmy z kostką brukową, masą wykwintnego żelastwa wartego miliony monet i elektroniką droższą niż ferrari, ale nie parkował tam gdzie my. Zarabialiśmy wtedy mniej niż 2000 zł miesięcznie, mimo, że mięliśmy budżet liczony w milionach (celowaliśmy właśnie w ten innowacyjny high-tech z marżą na poziomie 100%, więc i u nas w PL by się opłacało). Cała kasa szła jednak na zakupy warte setki tysięcy złotych z nadzieją, że kiedyś – jak to wszystko wypali – będziemy zarabiać miliony rocznie. Taka inwestycja czasu i zaciskanie pasa. On, jako 27 latek, parkował wtedy śliczniutkim mercedesem, wartym więcej niż nasze wszystkie samochody na placu razem wzięte. I teraz mnie to wcale nie dziwi – był po prostu po lepszej stronie całego tego układu NAUKA-PRZEMYSŁ-BIZNES niż my. Jest ogarniętym sprzedawcą, który zna bardzo dobrze to, co sprzedaje i umiał zaspokoić naszą potrzebę. Podobnie jak potrzebę tych wszystkich pozostałych klientów, którzy płacą na jego wygodne życie.

Kiedy coraz bardziej jasne było to, że jednak do wielkiego przemysłu tak łatwo wejść nie będzie, na poważnie zacząłem analizować możliwe opcje zmiany. W końcu do nas dotarło, że jeśli nawet uda nam się ten projekt sfinalizować, to na końcu drogi jest jest sporo osób, które na te nasze miliony położą swoje czyste rączki z zadbanymi paznokciami i koniec końców zostaniemy co najwyżej docenionymi specjalistami, którzy tylko zrealizowali wielkie wizje wielkich ludzi.

Byłem już mentalnie gotowy na zmianę.

To może IT?

Było to o tyle kuszące, że kilku moich znajomych w zasadzie z miesiąca na miesiąc stało się „informatykami” i samo przejście okazało się całkiem gładkie. Do tego całkiem opłacalne, bo po stosunkowo krótkim samo-przyuczeniu (kilka tygodni), dokształcali się na dobre już w pracy i często mieli za to płacone więcej niż na poprzednim stanowisku.

Namawiała mnie też do tego moja druga (lepsza) połówka, która oferowała swoją pomoc. Cenną pomoc, bo się w IT doktoryzuje. Oczami wyobraźni już widziałem serię pt. „Podobno wystarczy 10000 godzin, żeby być wybitnym specjalistą w dowolnej dziedzinie – od zera do IT-bohatera!”. Koniec końców jednak stwierdziłem, że skoro budujemy partnerski dream-team, to po co dublować kompetencje – lepiej się dopełniać. Ona już jest IT-bohaterem w naszym domu/firmie, a mnie nie ciągnie, by zaprogramować nawet pralkę. Zdecydowanie więcej radości sprawia programowanie ludzi 🙂 Lepiej więc poszukam swojej bohaterskiej ścieżki gdzie indziej.

Została zatem sprzedaż – ją o wiele łatwiej przeskalować.
I nieruchomości! – bo tam są ogromne możliwości 🙂


To był kolejny fragment historii MaKaO na drodze do… Tutaj znajdziesz początek:

#0 MaKaO na drodze do… [wstęp]
#1 Trudne złego początki
.
..

 Miłego dnia!